piątek, 25 września 2015

Szklanka do połowy pełna


Zdarzyło Wam się złapać na tym, że gdy coś ma się wydarzyć, stajecie przed jakimś problemem, pierwsza myśl jaka się pojawia, to scenariusz najgorszy z możliwych? 
Gdy pojawi się jedna zła myśl, inne to tylko kwestia czasu, dramaturgia narasta, a wizje w głowie piętrzą się i sprawiają, że ręce zaczynają drżeć, serce wali jak oszalałe, a całe ciało ogarnia paraliżujący strach. 
Jeśli przydarzyło Wam się to więcej niż jeden raz, albo w ogóle przy każdym, nawet najdrobniejszym problemie tak macie, to najprawdopodobniej Wasza szklanka zwykle jest do połowy pusta. 
Ja staram się żeby moja była do połowy pełna i spróbuję Wam wyjaśnić dlaczego według mnie, warto przestawić myślenie i postrzeganie rzeczywistości, aby życie nabrało jaśniejszych barw.

źródło: http://s91.mindvalley.us/omsicapl/media/images/szklanka.jpg

Skąd w ogóle pomysł żeby brać się za taki wpis, taki temat? Czy jestem jakąś ekspertką z dziedziny psychologii, socjologi czy czegokolwiek? Nie, nie jestem, ale mam to szczęście, że rodzice wszczepili we mnie wiarę w to, że wszystko może się zdarzyć, że wszystko mogę osiągnąć, a jeśli wszystko może się zdarzyć, to znaczy, że są równe szanse na to, że coś potoczy się źle, albo dobrze. A skoro szanse są równe, to ja, mogę zrobić wszystko, aby tę szalę przechylić na korzystną stronę. A nawet jeśli sprawy przybiorą niechciany obrót, to w takich sytuacjach, również można i trzeba szukać dobrych stron i wyciągać wnioski. 

Tak, jestem niepoprawną optymistką. Zawsze, gdy pojawia się jakiś problem wierzę, że jest na niego rozwiązanie, że prędzej czy później zła passa minie, że wszystko dobrze się ułoży. Wiem brzmi to dość infantylnie i nie raz zarzucano mi, że nie stąpam twardo po ziemi, że bagatelizuje wszystko i niczym się nie przejmuje. Nic bardziej mylnego.

Nie ma dnia, żebym się czymś nie martwiła. Martwię się o zdrowie i przyszłość mojej córki. Boję się, czy zawsze będziemy w stanie zapewnić Lence godne życie, czy ją dobrze wychowamy, czy wyjdzie na "ludzi". Martwię się, czy zawsze będzie nas stać na opłacenie rachunków, obawiam się o zdrowie mojego męża. Boje się że coś mi się stanie, przeraża mnie myśl, że moje dziecko, wychowywałoby się bez matki. Boje się że wybuchnie wojna i będziemy żyć w chaosie  i nie zdążymy pokazać dzieciom piękna tego świata. Każdego dnia martwię się gdy męża dłużej nie ma z pracy, gdy córka się zakrztusi, gdy w pracy nie idzie najlepiej. Te problemy, strachy zmartwienia codziennie krążą wokół mojej głowy, niczym sępy nad padliną, tabuny czarnych myśli, tylko szukają słabego punktu, żeby zawładnąć moją głową i życiem. Ja cały czas wiem, że tam są, szanuje je i mam przed nimi respekt, bo wbrew pozorom wiem, że świat jest brutalny i że wystarczy jedna chwila, żeby wszystko zwaliło się na głowę. Tylko różnica jest ta, że nie pozwalam tym myślom zawładnąć moim życiem. Zawsze gdy dzieje się coś złego, pojawia się jakiś problem, odczuwam strach i niepewność, ale z tyłu głowy, na straży stoi wiara w to, że wszystko będzie dobrze, bo przecież jeśli może być, to na pewno będzie i już. Ta myśl doprowadziła mnie, do tego miejsca w którym jestem, ta wiara pomogła mi przebrnąć przez ciężkie chwile i ciągle iść do przodu, marzyć i dążyć do celu.

Tą moją optymistyczną filozofię ugruntowało kilka książek, które przeczytałam w różnych okresach mojego życia, a które, patrząc z perspektywy czasu, doskonale korespondowały ze sobą i z tym jak ja postrzegam świat. Książki te, pomogły mi nazwać to, co ja gdzieś tam w sobie czułam i pogłębić wiarę w siłę pozytywnego myślenia. "Alhemik" Paulo Coelho, "Potęga podświadomości" Josepha Murphego i "Sekret" Rhondy Byrne, to trzy, z których chyba najwięcej wyniosłam. 
"Alhemik" cały jest jedną wielką przypowieścią o dążeniu do celu, tworzeniu własnej legendy - czyli własnej przyszłości. W "Alhemiku" znajdziemy masę pięknych i mądrych zdań, które każdy z nas w jakiś sposób może odnieść do swojego życia. 
Dla przykładu kilka cytatów:

"Nikomu nie wolno drżeć przed niez­na­nym,
 gdyż każdy jest w stanie zdobyć to, czego pragnie i to, czego mu potrzeba. "

"Zanim marzenie się spełni, Dusza Świata pragnie poddać próbie to wszystkoczego nauczyłeś się w drodze. Jeśli tak czyni, to nie powoduje nią złośliwość, ale chęć, byś zgłębił nauki, których doświadczasz idąc tropem marzeń. I wtedy właśnie większość ludzi wycofuje się. W języku pustyni to tak, jak umrzeć z pragnienia w chwili, gdy na widnokręgu widać już palmy oazy. "

"Nigdy nie dostrzegamy skarbów, które mamy tuż przed oczyma
Dzieje się tak dlatego - bo ludzie nie wierzą w skarby. "

Mogłabym tak praktycznie przekopiować całą książkę, bo pełna jest ona tego typu mądrości, może ktoś powiedzieć że bzdety, puste słowa bez pokrycia. Ale czy nie jest tak, że często w drodze do celu zniechęcamy się i zawracamy bo pojawiły się jakieś trudności czy przeszkody? Czy nie jest tak, że często nie dostrzegamy tego co mamy pod nosem, dopóki tego nie stracimy. Nie wierzymy w nasze skarby które mamy tuż obok? 
Myślę że każdy w tych słowach może znaleźć odniesienie do swojego życia.

Ale nie "Alhemik" jest tematem posta... Przytaczam go po to, bo dokładnie zgadzam się z tym, że jeśli czegoś na prawdę chcemy, to cały wszechświat pomaga nam to zdobyć. 
Ludzie często nie zdają sobie sprawy z potęgi myśli. Wydaje nam się, że nie mamy żadnego wpływu na los, że jak coś się ma wydarzyć złego to się wydarzy i czekamy z założonymi rekami aż to nastąpi. Tylko po co? 
Po co zakładać taki scenariusz, dlaczego nie wziąć życia we własne ręce i samemu nim kierować, a nie pozwalać na to losowi. 

Głęboko wierzę w to, że każdy człowiek jest kowalem swojego losu, i możemy swoje życie czynić lepszym, takim o jakim marzymy. Jak to się ma do wiary, do planu Bożego? Być może to moja wolna interpretacja i ktoś mi zarzuci wybiórcze podejście do wiary katolickiej, ale według mnie Bóg po to dał nam życie, dał nam tak piękny świat, dał nam wolną wolę, abyśmy dokonywali wyborów, abyśmy tworzyli ten nasz świat jeszcze lepszym i jeszcze pięknieszym. Przecież Bóg nigdy nie powiedział, że mamy się umartwiać i biernie czekać na to co przyniesie los, wręcz przeciwnie. Chyba każdy z nas kojarzy przypowieść o talentach. No właśnie, ci słudzy, którzy pomnożyli swoje talenty zostali nagrodzeni, natomiast ten, który zakopał swój talent i czekał na powrót Pana, z tym jednym zakopanym, został ukarany.


"Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz" 

Bóg dał nam życie, dał nam możliwości, zdolności, umiejętności, dał nam świat ze wszystkimi jego dobrami, własnie po to, żeby z niego korzystać, żeby rozwijać swoje umiejętności, stawać się lepszym i czynić świat lepszym. Skoro mamy taki potencjał, to dlaczego go nie wykorzystać? Dlaczego zakładać że się nie uda? 

Joseph Murphy w "Potędze podświadomości" przekonuje, że nasz umysł może wszystko. Podaje wskazówki co zrobić, aby spełniać marzenia, osiągać cele i być szczęśliwym człowiekiem. 


"Jeśli pomyślisz o dobru, powstanie z tego dobro, natomiast złe myśli sprowadzają zło. 
Na tym – i na niczym innym – polega funkcjonowanie twojego umysłu."


"Myśl jest ziarnem czynu."

"Podświadomość ma niezawodne sposoby na rozwiązanie każdego problemu."

"Prawem umysłu ludzkiego jest prawo wiary. Trzeba zatem uwierzyć w sposób działania umysłu i w sam umysł."

"W drodze do szczęścia nie napotkasz żadnych przeszkód, prócz tych, które sam wzniesiesz w myślach i w wyobraźni."

To tylko kilka cytatów z "Potęgi...", nad którymi jeśli się głębiej zastanowimy to dojdziemy do wniosku że coś w tym jest.
Bardzo często jest tak, że gdy coś robimy, zaczynamy jakieś nowe wyzwanie, projekt, mamy problem do rozwiązania, czy plan do wykonania, to pierwsza myśl, jaka się pojawia, to co może pójść źle. Czasami mam wrażenie, że niektórzy po prostu tylko na to czekają aż coś się "wysypie", żeby mogli sobie powiedzieć "wiedziałem że to się nie uda". Znam też takich, którzy czasami w ogóle rezygnują z próbowania zakładając, że na pewno się nie uda.
Bardzo współczuje tym, którzy tak robią i myślą, ponieważ sami sobie odbierają możliwość sukcesu, rękami i nogami zamykają się na szczęście, które jeśli nie będzie miało którędy, to rzeczywiście nie przyjdzie. 

Wszystko zaczyna się w głowie. W głowie powstają idee zmieniające świat, w głowie powstają tragedie jakie spadają na ludzkość. Myśl jest przewodniczką czynu, myśl sprawia, że się boimy, że paraliżuje nas strach, że nie potrafimy zaryzykować i "skoczyć". Jednak ta sama myśl, może być silnikiem czynów, myśl może mobilizować, myśl może sprawić że zaczniemy działać, myśl dodaje siły i pomaga przekraczać granice. Myśl kieruje czynem, a my mamy wpływ na nasze myśli. Niestety zbyt często jest tak, że nasze myśli są po prostu złe. Przepełnione strachem, przepełnione żalem, zazdrością, zawiścią, a nawet nienawiścią.Takie złe myśli powodują złe czyny, w najlżejszy przypadku sprawiają, że człowiek nie robi nic, albo wszystko co robi robi z lękiem czekając na spadający głaz. W najgorszym przypadku złe myśli niosą wojnę i śmierć. 


źródło: http://coaching.focus.pl/upload/galleries/0/naucz-sie-optymizmu-435_l.jpg

Co by się stało, gdybyśmy zamiast się bać, przestawili się na afirmację życia, na czerpanie z tego co jest. Gdyby nasze myśli przepełnione były radością, wdzięcznością, podziwem, miłością do świata i drugiego człowieka. Czy wszystko nie byłoby łatwiejsze? I nie chodzi mi o to, żeby ślepo udawać że problemy nie istnieją i wszystko jest cudowne. Chodzi o to, żeby nauczyć się przyjmować życie z entuzjazmem a zarazem pokorą, żeby czerpać naukę z tego, co niesie nam życie, żeby wykorzystywać trudności aby się wzmocnić i iść do przodu, żeby wierzyć, że każdy problem można rozwiązać, czasami potrzeba tylko więcej czasu.

Ktoś może powiedzieć, że przecież nie mamy wpływu na to, co nas spotyka, że życie jest niesprawiedliwe, że ludzi spotyka mnóstwo tragedii, że mnie się ciągle nic nie udaje i tak dalej i tak dalej. Oczywiście nie mamy wpływu na wszystko, nie od nas bezpośrednio zależy czy na świecie będzie wojna, czy szef nas zwolni z pracy, czy będziemy mieć wypadek. Chociaż to też nie do końca prawda. Jasne, jedna osoba świata nie zbawi, jednak gdyby wszyscy ludzie zmienili tok swojego myślenia, stali się bardziej otwarci na to co niesie życie, doceniali to co mają, szanowali swoje życie, swoje zdrowie, i byli wdzięczni światu za to, że jest i cenili go takim jaki jest, to może wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej? Jeden mały człowiek ma bardzo dużą moc sprawczą, z której chyba nie każdy zdaje sobie sprawę. Ale jeśli mi nie wierzycie, przypomnijcie sobie takie postaci jak Jan Paweł II, Matka Teresa z Kalkuty, Mahatma Ghandi, Hitler, Stalin. To pojedyncze jednostki, które zmieniały świat. Oczywiście nie same, ale to ich determinacja, dążenie do celu, poświecenie i wiara w jakąś idee sprawiły, że słuchały ich tłumy. Dotyczy to zarówno spraw dobrych jak i tych złych - o czym nie można zapominać. Nie każdy będzie przywódcą duchowym, czy wojskowym, jednak każdy może dążyć do celu, zmieniać  świat wokół, spełniać swoje marzenia, przekuwać porażki w sukcesy. Każdy z tych "wielkich" kiedyś był "mały". Każdy zaczynał od "zwykłości". 

Generalnie chodzi o to, że pierwszym krokiem do każdego sukcesu jest wiara w to co się robi. Jeśli nie wierzymy w to co robimy, robimy coś na siłę, ciągle narzekamy i szukamy tzw "dziury w całym" to ją znajdziemy i nigdy się nie uda, a nawet jeśli się uda, to na chwilę. Aby być szczęśliwym i odnieść sukces na jakimkolwiek polu, czy to rodzinnym czy zawodowym, sportowym, czy każdym innym, należy mieć niezachwianą wiarę w to co się robi, doceniać drobiazgi, żywić się małymi sukcesami. Każdy najdrobniejszy sukces, to krok bliżej celu i to trzeba umieć dostrzegać.

Ja w swoim życiu zawsze staram się szukać tych pozytywów, z góry zakładam że ludzie są z natury dobrzy i często staram się tłumaczyć i usprawiedliwiać, nie do końca fajne zachowanie innych. Nie wszyscy zgadzają się z moją "filozofią", ale wydaje mi się, że ja dzięki temu jestem szczęśliwszym człowiekiem. Mnie do radości niewiele potrzeba, czerpię ją z drobiazgów, małych gestów, drobnych sukcesów. Nieraz mój M. się ze mnie śmieje, że jestem jak dziecko, bo cieszą mnie bzdety, ale uważam że dobrze czasami zainspirować się dziecięcą wiarą i radością życia. My dorośli, czasami za dużo chcemy, za wysoko stawiamy poprzeczkę i nic nie jest nas w stanie uszczęśliwić.  Nie tędy droga! Gdy zaczniemy doceniać drobiazgi, czerpać szczęście z  rzeczy małych, nawet nie zorientujemy się kiedy osiągniemy to, co dotąd wydawało się nieosiągalne. 


źródło: http://www.tapeciarnia.pl/tapety/normalne/228158_gory_laka_tecza.jpg

Na koniec mam dla Was kilka cytatów, które szczególnie mi się podobają. Może kogoś z Was również zainspirują, lub przynajmniej zmuszą do chwili zastanowienia nad swoim życiem:)


"Wszystko czym jesteśmy jest rezultatem tego, o czym myśleliśmy."


Budda




"Cokolwiek umysł może wymyślić, to może osiągnąć."


Clement Stone




"Cała potęga pochodzi z wewnątrz i dlatego też jest pod naszą kontrolą."


Robert Colier




"Podążaj za tym co Cię uszczęśliwia, a wszechświat otworzy Ci drzwi, nawet gdyby wydawałoby się, że wokół są same ściany."


Joseph Campbell



I jeden z moich ulubionych: 



Gdy myślisz, że możesz lub nie możesz – w obu przypadkach masz rację.


Ralph Waldo Emerson

Każdy z nas jest kowalem własnego losu, nasze myśli rządzą naszym działaniem, dlatego myślmy pozytywnie, walczmy z malkontenctwem, z  narzekaniem, z czarnowidztwem. Dajmy się ponieść dziecięcej fantazji, pokochajmy świat i ludzi i czerpmy z niego dobro i szczęście. Przecież świat należy do nas:)






Buziaki J.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...