poniedziałek, 25 maja 2015

Matka Polka wróciła do pracy!

Ostatnie dwa a nawet ponad dwa miesiące były wielką blogową ciszą z mojej strony, za co na wstępie pragnę Was gorąco przeprosić, jednak są takie momenty w życiu, gdy trzeba zrezygnować z czegoś, na rzecz czegoś ważniejszego i to był właśnie taki "moment" (troszkę dłuższy niż standardowy moment;).
Jednym zdaniem, jak w tytule, matka polka wróciła do pracy i musiała się ogarnąć w tej nowej czasoprzestrzeni. Ciekawi jesteście jak sobie z tym poradziłam? 
Przeczytajcie a się dowiecie;)
http://www.dzieciak.co.uk/wp-content/uploads/2013/10/working-mum.gif

Powroty chyba zawsze są trochę trudne, mogą być przyjemne, wiązać się ze spotkaniem kogoś długo niewidzianego, z powrotem do domu, jednak mimo wszystko zawsze wiążą się z pewną obawą, lękiem, nową sytuacją, koniecznością jakiejś zmiany, dlatego najczęściej towarzyszy im wiele emocji. Po roku przebywania w domu, roku uczenia się nowego życia, z małą istotą u boku, po roku nieprzespanych nocy, łez szczęścia i bezradności, przyszedł czas na nowe wyzwanie, powrót do pracy. 

Widmo tego nieuchronnie zbliżającego się dnia, spędzało mi sen z powiek dobry miesiąc. Wcześniej jakoś odpychałam tę myśl od siebie, twierdząc że mam jeszcze mnóstwo czasu. Później były urodziny Lenki, święta i nagle ups, to już czas.....

Emocjonalny rollercoaster - tak można określić to, co działo się we mnie, w tym czasie. Wyrzuty sumienia, że "porzucam" moją malutką córeczkę, niepokój jak ona to zniesie, jak to wpłynie na jej psychikę, strach przed powrotem do pracy, przed tym, czy dam sobie radę, ale też gdzieś głęboko ukryte przekonanie że to będzie dobry krok, że powrót dobrze mi zrobi.

Mieszanka wybuchowa uczuć, miała swoją kumulację wieczór i noc przed. Żołądek związany w supeł, każda myśl o tym, że dotychczas byłam z Leną non stop, widziałam jak się bawi, jak płacze, jak zaczyna raczkować, byłam obok żeby przytulić jak upadnie, każda taka myśl, wywoływała dziki napływ łez, (ale byłam twarda, nie płakałam). Dopiero gdy zamknęłam za sobą drzwi samochodu, ryczałam jak bóbr przez pół drogi do pracy. Czułam jakbym porzucała moje dziecko, czułam się jak wyrodna matka, która zostawia swoją ukochaną córeczkę na pastwę losu, moje serce pękało z bólu, z tęsknoty, ze strachu - istna masakra. W między czasie przypomniałam sobie jeszcze, że po ponad rocznej nieobecności wracam do PRACY, i doszedł stres, jak przed pierwszym dniem w nowej szkole. Lęk czy sobie poradzę, czy nie zdziecinniałam do reszty, czy będę potrafiła sprostać swoim obowiązkom...Dość dużo stresu jak na jeden dzień i jednego człowieka...

Wytrzymałam do 10 z telefonem do mojej mamy, która zajmuje się Lenką, która jak się okazało świetnie bawiła się z babcią i nie planowała raczej być smutnym i nieszczęśliwym dzieckiem, którego mamusia "porzuciła" i poszła do pracy:). Stres trochę ustąpił.
Gdzieś w połowie dnia gdy zaczęłam się rozkręcać, przypominać sobie wszystko, ogarniać sprawy, przypomniałam sobie też, że ja na prawdę lubię swoją pracę. Lubię to co robię, lubię ludzi z którymi pracuję i to uczucie słuszności podjętej decyzji coraz mocniej przebijało się na światło dzienne.
Ale najbardziej w tym wszystkim podziwiam moją córkę, która jakby nigdy nic przestawiła się na ten nowy tryb działania, rano wstajemy chwila wspólnej zabawy, jakieś śniadanie, gdy przychodzi babcia, Lenka mówi mama brrrrum, robi papa i bez słowa skargi, czy sprzeciwu zostaje z babcią na cały długi dzień - mega mnie tym rozczula.

Bałam się przeogromnie tej zmiany, naczytałam się na różnych forach opinii innych matek, tych pracujących, ale w większym stopniu tych, które poświęciły karierę i zostały w domu z dziećmi. Te ich wpisy wpędzały mnie w mega poczucie winy i beznadziei - w ich oczach pracująca matka to uosobienie zła...Przecież pierwsze lata życia dziecka są najważniejsze dla jego rozwoju, nic nie jest tak ważne, ani praca ani pieniądze i one się dziwią jak można zostawić samo takie malutkie dziecko... Po przeczytaniu takich tekstów, w akcie desperacji zaczęłam puszczać totolotka, w nadziei na wygraną, która sprawi że już nigdy nie będę musiała wracać do pracy :D - pozostawię to bez komentarza..:P

Jeśli czytają mnie jakieś młode matki, które stoją przed dylematem wracać do pracy czy nie, polecam po pierwsze, nie czytać głupich wpisów na forach internetowych - mogą wywołać depresję i poczucie beznadziei, po drugie przedyskutować sprawę z mężem/partnerem, a po trzecie najważniejsze odpowiedzieć sobie na zasadnicze pytanie  - czy chce wrócić do pracy, czy lubię swoją pracę, co daje mi moja praca.

Oczywiście że chciałabym spędzać z moją córką jak najwięcej czasu, wiadomo że boli mnie to, że mogą mnie ominąć ważne momenty w jej życiu - pierwsze kroki, pierwsze zdanie itp. Oczywiście, że wszystko czego pragnę najbardziej, to aby ona była szczęśliwa i czuła się bezpieczna i kochana. Tylko czy moja rezygnacja z pracy zagwarantowałaby jej to? Nie jestem tego taka pewna.

Teraz mimo że mamy dla siebie dużo mniej czasu, po powrocie do domu wszystko inne odkładam na bok i staram się poświęcić Lence maksimum czasu i uwagi. Wiem, że obie tego potrzebujemy.

A kiedy jest czas na ogarnięcie obowiązków domowych? Później, wieczorem, około godziny 20/21, gdy Lenka już śpi, ja biorę się za jakąś kolację, ogarniam porozrzucane zabawki, przygotowuję ciuchy na kolejny dzień, ogólnie robię co trzeba, co najpilniejsze. 
Wiadomo, że to wszystko wymaga ode mnie dużo wysiłku, organizacji i samodyscypliny i są takie dni, że gdy usypiam Lenkę, to padam razem z nią, a nawet jak nie zasnę wtedy, to jestem w stanie dowlec się tylko do sofy w salonie sięgnąć po pilota i włączyć tv, a sama myśl o tym że miałabym coś zrobić sprawia, że chce mi się płakać z niemocy. Takie dni odbijają mi się czkawką, w dniach kolejnych, kiedy to sterty brudnych naczyń zaczynają machać do mnie ze zlewu, w szafie zaczyna brakować czystych ubrań, a po powrocie z pracy, na obiad jemy kanapki, ale jestem tylko człowiekiem i nic co ludzkie nie jest mi obce;).

Generalnie uważam, że nie mam zbyt wielu powodów do narzekania. Mam kochaną córeczkę, która jest mega dzielna i mądra, mam cudownego męża, który mnie wspiera, mam super mamę, która daje z siebie wszystko, żeby Lenka spędzała czas ciekawie, aktywnie i zdrowo, mam też fajną pracę, która daje mi poczucie satysfakcji i zapał.
Mam więc wszelkie podstawy, aby zakładać, że można być kochającą, pracującą i zadowoloną matką, nie unieszczęśliwiając przy tym ani dziecka, ani siebie. 

Pracujące mamy pamiętajcie najważniejsze, to aby to co robicie sprawiało Wam frajdę i nie wpędzało w poczucie winy. Jeśli chcecie wrócić do pracy, tylko dlatego że ktoś Wam każe, zastanówcie się dwa razy. Wiadomo, w większości przypadków decyzja ta wiąże się z kwestią finansową i tutaj na pewno nie dam Wam rady, jaką kiedyś przeczytałam, w jakimś artykule, właśnie o powrocie do pracy. Autor czy autorka artykułu sugerowała, że jeśli matka nie chce wracać do pracy, to przecież nie musi, może na przykład założyć prywatny żłobek i opiekować się dziećmi znajomych i jednocześnie być ze swoim dzieckiem... przecież to żaden problem prawda...? No ale nie będę się rozwodzić na tym, co poeta miał na myśli i czy w ogóle myślał, pisząc ten artykuł...

Wracając do meritum, jasne że ciężko podjąć decyzję o porzuceniu pracy, gdy konto świeci pustkami, ale warto rozważyć opcję czy gra jest warta świeczki. Bo jeśli zarobki pozwolą nam zaledwie na pokrycie opłat za nianie, czy żłobek i dojazdy do pracy, to powrót rzeczywiście może się mijać z celem. Ogólnie rzecz biorąc, taka decyzja to bardzo indywidualna i bardzo trudna decyzja, jaką większość matek prędzej czy później musi podjąć. Aby wszystko poszło sprawnie i nie niosło za sobą przykrych konsekwencji, w postaci wyrzutów sumienia, łez, pretensji itp, przede wszystkim, musi to być decyzja przemyślana i podjęta świadomie.

Mam jeszcze taki mały apel zarówno do matek pracujących, jak i tych które postanowiły zostać w domu z dzieckiem. Szanujmy siebie na wzajem.
To indywidualna sprawa i wybór każdej ze stron. Zarówno matka pracująca jak i niepracująca kocha dziecko tak samo. Jeśli podjęła ona taką, a nie inną decyzję, to najprawdopodobniej przemyślała ją w wzdłuż i wszerz milion razy i wybrała to, co będzie najlepsze zarówno dla dziecka, jak i dla samej matki. Bo nie jest chyba tajemnicą dla nikogo, że szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko. I już:) Licytacje kto jest lepszy czy gorszy, nie mają najmniejszego sensu.

Tak na podsumowanie chciałam Wam powiedzieć, że ten wpis zaczęłam pisać, jakiś tydzień po powrocie do pracy - niezłe tempo co?;). Zasiadałam do niego kilkukrotnie i za każdym razem, albo Lenka się budziła i musiałam się oderwać, albo wieczorem, nie dałam rady zebrać myśli by napisać coś sensownego. Praktycznie za każdym razem gdy do niego wracałam, to coś modyfikowałam, zaczynając od wielkiego entuzjazmu, jak wspaniale jestem zorganizowana i jak ze wszystkim daje sobie świetnie radę, po dzisiejsze dni niemocy i "zapuszczonego" domu. Zdecydowanie upływający czas wiele zweryfikował, ale to chyba dobrze, ponieważ pokazał zarówno dobre jak i te trochę gorsze strony i pozwolił na obiektywną ocenę sytuacji z szerszej perspektywy.
Gdybym miała tę samą decyzję podejmować po raz drugi, postąpiłabym dokładnie tak samo.
Dziś wiem, że czeka mnie jeszcze dużo pracy nad sobą, że podstawą sukcesu jest samodyscyplina i systematyczność - co trochę u mnie kuleje, ale wszystko jest do wypracowania. Najważniejsze dla mnie w tym momencie jest to, żeby moja córka miała mnie maksymalnie, gdy tylko jest to możliwe, a jeśli chodzi o bałagan, to posłużę się obrazkiem;)

http://2.bp.blogspot.com/-d11QJbaNYhk/UkvVUtTSZAI/AAAAAAAAC0Q/qygYxlIYXn0/s1600/ba%C5%82agan.png


Tak w skrócie wyglądał mój powrót do pracy i życie po nim. 
Myślę, że jakoś to wszystko ogarniam, po mojemu bo po mojemu i często muszę walczyć z tym moim chaosem, ale daję radę, córcia ciągle mnie kocha, myślę że nie stała się przez to nieszczęśliwym dzieckiem i nie uszkodziłam trwale jej psychiki - a to jest dla mnie najważniejsze, ze wszystkim innym sobie poradzę:)
A Wy pracujące mamy jakie macie sposoby na ogarnięcie tego całego bałaganu? 
Chętnie poznam jakieś sprawdzone triki:)

Do następnego, mam nadzieję że szybkiego napisania i przeczytania.
Buziaki:*
J.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...